Recenzje >> Książki >> Dziedziczka Cieni

| | A A


Autor: Panzer
Data dodania: 2009-07-13 16:56:30
Wyświetlenia: 6731

"Dziedziczka Cieni", Anne Bishop - recenzja

Anne Bishop i jej autorski świat Czarownic oraz Wojowników po raz drugi atakują polskie księgarnie. Pierwszy tom trylogii, czyli „Córka Krwawych”, nie odniósł w naszym kraju tak oszałamiającego sukcesu, jak po drugiej stronie Atlantyku. Osoby, które miały z nim styczność podzieliły się na dwa obozy o skrajnie różnych opiniach. Pierwsi wychwalali mroczną atmosferę powieści i jej wciągającą fabułę. Drudzy, w tym ja, widzieli w tej pozycji jedynie kolejną masówkę, skierowaną do zbuntowanych nastolatek. Zaciętą wymianę argumentów obu obozów mogliście swego czasu śledzić także w komentarzach pod recenzją „Córki” na łamach naszego serwisu. Teraz nadeszła pora, aby przyjrzeć się bliżej drugiemu tomowi – „Dziedziczce Cieni”. Tym razem kontrowersji będzie znacznie mniej. 

Już po kilkunastu minutach spędzonych na lekturze da się zauważyć, że autorka znacznie zmieniła podejście do przedmiotu. Wcześniej starała się za wszelką cenę stworzyć mroczny i bezwzględny świat, jednak chciała to osiągnąć stosując dosyć prostackie metody, takie jak nadużywanie mordów, tudzież scen przesyconych seksem. Akcja toczyła się w zawrotnym tempie, ale bardzo ogólnikowe przedstawienie konstrukcji świata sprawiało, że sporo faktów umykało czytelnikowi przy pierwszym podejściu do powieści. Możliwe, że pani Bishop wzięła sobie do serca głosy krytyków, bo wyraźnie poprawiła swój warsztat pisarski. 

Nie ukrywam, że do „Dziedziczki” nie podchodziłem pewien wybujałych oczekiwań. Po przeczytaniu kilkudziesięciu pierwszych stron mogłem odetchnąć z ulgą. Pisarka nie starała się już sztucznie popychać akcji naprzód za wszelką cenę. Poszła teraz całkowicie odmienną drogą. Poprzedni tom kończył się gwałtem na tytułowej bohaterce – Jeanelle. Teraz jej ciało jest zaledwie pustą powłoką, z której jaźń uciekła gdzieś bardzo daleko, w otchłanie szaleństwa. Z tym, co ją spotkało nienajlepiej radzą sobie także jej przyjaciele. Głównie chodzi tutaj o Lucivara i Daemona. Nękają ich wyrzuty sumienia i przestają nad sobą panować. Ciało młodej Czarownicy znajduje się natomiast w Piekle, pod opieką samego Saetana. Gdzie w takim wypadku ta odmiana? Fabuła toczy się naprzód powoli, a autorka stara się powiązać kolejne rozdziały w jak najbardziej logiczny sposób. Dzięki temu można w pełni zrozumieć sytuację i motywy, jakimi kierują się bohaterowie.

Warto zaznaczyć także, że przez pierwsze rozdziały nie znajdziemy tutaj nowych postaci. Wszystko kręci się wokół osób, które przyszło nam już poznać we wcześniejszym tomie. Później Jeanelle przebudza się i akcja zaczyna powoli nabierać rozmachu. Początkowo młoda Czarownica nie opuszcza Piekła, lecz z biegiem czasu jej obecność zaczyna odciskać piętno także na pozostałych krainach. Naprawdę bardzo miło się patrzy na to, że Anne Bishop umiała wyciągnąć wnioski ze swoich błędów i tym razem coraz szybsze tempo dyktuje stopniowo.

Główna bohaterka, po tym jak zaczyna oswajać się na nowo z otaczającym ją światem, odtwarza więzi ze swoimi licznymi przyjaciółmi. Staje się to pretekstem do wprowadzenia nowych postaci. Są to głównie ludzie młodzi, którzy także zostali obdarzeni magicznymi talentami. Pojawia się kilka wyszkolonych w Fachu zwierząt. Dziewczyna, bo tym razem jest już nastolatką, a nie małym dzieckiem, powoli układa sobie na nowo życie i powieść zaczyna pachnieć sielanką. Wtedy do gry wchodzą jej wrogowie Jaenelle, których skład nie zmienił się w porównaniu z pierwszym tomem. Kilka krwawych wybuchów gniewu Jaenell i Lorda Piekła dalej, wszystko znów zaczyna się układać. Pomaga nawet odnowić więzi pomiędzy Saetenem, a jego synami. 

Ten etap powieści jest skonstruowany w oparciu o drobne epizody, w które wmieszani są poszczególni bohaterowie. Wątki te przeplatają się i często łączą. Należy pochwalić pisarkę za to, że zabiera nas w różne zakątki książkowego świata i tym razem stara się je w miarę dokładnie opisać. W „Córce Krwawych” wszystkie wszechobecne nazwy własne były tak naprawdę bez znaczenia, bo przeciętnemu czytelnikowi nic nie mówiły. Teraz sytuacja znów diametralnie się odmienia. 

W kolejnych rozdziałach pisarka wprowadza nowe intrygi, dzięki którym czytanie jest naprawdę miłe i szybkie. Choć krwi nadal nie brakuje, jej rozlew jest teraz jak najbardziej uzasadniony i nie ma się wrażenia, że autorką była jakaś młoda dziewczyna, która powieść tworzyła z wypiekami na policzkach podczas szkolnych przerw. Owszem, nie da się ukryć, że właśnie takie osoby są domyślną docelową grupą odbiorców, ale umiejętne i przemyślane dobieranie kolejnych wydarzeń sprawia, że grono osób, które mogą być zainteresowane tą powieścią, znacznie się poszerza. Ostatnie rozdziały mijają błyskawicznie i pozostawiają po sobie swoisty niedosyt, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu – aż chce się kontynuować przygodę.

Kilka słów o technicznych aspektach książki. Wydawnictwo Initium konsekwentnie trzyma się przekonania, że udanej edycji nie należy zmieniać. Dlatego też w Polsce widzimy dokładną kopię oryginalnego wydania. Jest ono proste, schludne i ładne. Kilka zastrzeżeń mam natomiast do korekty. Tłumaczenie jest co prawda nienaganne, ale literówek, zaginionych spacji i niepotrzebnych myślników jest zdecydowanie za dużo. Początkowo zdawało mi się, że jest to zwykłe niedopatrzenie, które każdemu mogło się przytrafić, jeśli ma się do przeprowadzenia korektę kilkuset stron, a deadline coraz bliżej. Jednak pomyłki trafiają się regularnie co kilkanaście stron, co w wypadku w pełni profesjonalnego wydania nie powinno mieć miejsca. Trudno mi uwierzyć, że nie można było się bardziej przyłożyć.

Podsumowując, „Dziedziczka Cieni” jest sporym krokiem naprzód w wykonaniu pani Bishop. W recenzji starałem się potraktować ją jak najbardziej ogólnikowo, żeby w maksymalnym stopniu uniknąć jakichkolwiek spoilerów. Postanowiłem tak, gdyż w przeciwieństwie do pierwszego tomu trylogii, ta książka ma do zaoferowania dużo. Anne Bishop pokazuje, że człowiek jest w stanie stale się doskonalić, a współczesne powieści mogą dotrzeć do wielu grup odbiorców. Nie zdziwię się, jeśli za kilka lat szał na „Zmierzch” i zniewieściałe wampiry przeminie, a na wielkim ekranie i księgarnianych regałach niepodzielnie królować będą właśnie Krwawi. 

Ocena: 7.5/10

Dziedziczka cieni. Księga II
Autor: Anne Bishop 
Wydawnictwo: INITIUM , Maj 2009 
Seria: Trylogia Czarne Kamienie 
ISBN: 978-83-927322-1-1 
Liczba stron: 432 
Wymiary: 150 x 215 mm


Książkę do recenzji dostarczyło Wydawnictwo INITIUM

Lubię to
 Lubi to 0 osób
 Kliknij, by dołączyć
Zobacz też
Słowa kluczowe: dziedziczka, cieni, recenzja, initium, anne, bishop

Podobne newsy:

» "Dziedziczka Cieni" już w księgarniach
67%
» "Serce Kaeleer" już w księgarniach!
55%
» Serce Kaeleer - konkurs
50%
» Świt Zmierzchu - dziś premiera
33%
» "Splątane w sieci" - zapowiedź
31%
 
Podobne artykuły:

» Córka Krwawych - recenzja
67%
» Królowa Ciemności - recenzja
67%
» Splątane sieci - recenzja
55%
» Serce Kaeleer - recenzja
50%
» Lasher, Tom II - recenzja
36%

Mamy 5 zapisanych komentarzy

Lychnis
2009-07-13 22:32:05
| Odpowiedz
Lepsze niż pierwsza część? To może się w końcu zabiorę do porzuconej w połowie "Córki". :)


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.
Kali
2009-07-14 14:49:30
| Odpowiedz
"Pierwsi wychwalali mroczną atmosferę powieści i jej wciągającą fabułę. Drudzy, w tym ja, widzieli w tej pozycji jedynie kolejną masówkę, skierowaną do zbuntowanych nastolatek."

Ach, to zupełnie jak saga "Zmierzchu". Ciekawe czy też powstaną filmy na podstawie Bishop?

Nie czytałam "Córki", tym bardziej nie czytałam "Dziedziczki", bo od pojawienia się części pierwszej mam mieszane uczucia po przeczytaniu kilku opinii. To już nie mój przedział wiekowy, ale recenzja tego tomu mnie skłania do zmiany nastawienia.

"Jednak pomyłki trafiają się regularnie co kilkanaście stron, co w wypadku w pełni profesjonalnego wydania nie powinno mieć miejsca. Trudno mi uwierzyć, że nie można było się bardziej przyłożyć."

Z młodymi wydawnictwami to tak jest, że nie mają doświadczenia, a w końcu Initium ma na koncie zaledwie 2 pozycje (tylko panią Bishop). Dobry korektor się ceni, co już gdzieś kiedyś wspomniałam. Jednak uważam że nie do przyjęcia jest tak duże niedopatrzenie. I przy kolejnej części powinni się bardziej postarać.


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.
Lychnis
2009-07-14 15:12:01
| Odpowiedz
Nie, no, imho Bishop pisze jednak nieco lepiej od Meyer (choćby jeśli idzie o samą warstwę językową), ale rzeczywiście, obie serie są przeznaczone dla tej samej kategorii odbiorców. ;)

Z resztą, więcej nieco napisałam przy Panzera recenzji pierwszej części.


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.
Algeroth
2009-07-14 17:34:34
| Odpowiedz
Ale mówiąc o warstwie językowej bierzesz pod uwagę angielski oryginał, czy przekłady? Bo w drugim przypadku porównanie jest chybione - miałoby sens li tylko gdyby obie autorki tłumaczył ten sam człowiek. A tak chyba nie jest?


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.
_Martyna
2009-07-15 10:09:34
| Odpowiedz
Szczerze mówiąc nie znalazłam tyle błędów ile jest opisane w recenzji. Natknęłam sie na jeden akapit bez spacji. Jeżeli chodzi o myślniki to się nie zgadzam. Jest sporo dialogów, w których udział bierze Draca. Jest ona przedstawiona jako osoba, która ma w sobie coś z gada, węża. Mówiąc na przykład "wszystko" przedstawione jest jako "wszys-stko". Nie jest to błąd, moim zdaniem, lecz działanie dźwiękonaśladowcze, sugerujące że Draca "syczy" przy wypowiadaniu niektórych słów. Pewnie byłoby to bardziej widoczne i nie wyglądało jak pomyłka gdyby napisali to bez myślnika np. "wszyssstko". Nie zgadzam się również ze stwierdzeniem, że jest to ten sam przedział wiekowy co książki Meyer. Uważam, że książki Bishop są raczej dla starszych czytelników.


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.


Dodaj komentarz, użytkowniku niezarejestrowany

Imię:
Mail:

Stolica Polski:



Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.




Artykuły

Literatura
Główne Menu


Polecamy

Patronujemy
Aktywność użytkowników
analsk polubił "Ślimak na zboczu", Arkadij i Borys Strugaccy - recenzja
analsk zarejestrował się! Witamy!
madda99 zarejestrował się! Witamy!
_bosy skomentował Blood 2: The Chosen - recenzja
_vbn skomentował Mapy Starego Świata
wokthu zarejestrował się! Witamy!
_Azazello Jr skomentował Gdzie diabeł nie mówi dobranoc. "Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow - recenzja
Gabbiszon zarejestrował się! Witamy!

Więcej





0.091 sek