Wszystkie imiona to podobno najlepsze z dzieł osiemdziesięciosiedmioletniego José Saramago, światowej sławy prozaika portugalskiego, laureata Nagrody Nobla. Czuję się więc trochę onieśmielona rolą recenzentki tej książki. Zatem najpierw ukłon w stronę autora, gdyż również jestem zachwycona jej lekturą. A teraz do rzeczy..
Recenzowany przeze mnie utwór opowiada historię skromnego urzędnika José, pracownika Archiwum Głównego Akt Stanu Cywilnego. Jego praca jest równie nudna i monotonna, co prowadzone przez niego życie. Na dodatek jest samotny jak palec. Pan José ma jednak hobby - kolekcjonuje wycinki i wiadomości o sławnych obywatelach jego kraju. Pewnej nocy postanawia wykorzystać przejście między swoim mieszkaniem a gmachem Archiwum, aby poszerzyć zebrane informacje o dokładne dane sław. Podczas wyprawy pan José niechcący zabiera ze sobą kartę nieznajomej 36-letniej kobiety i ten przypadek zmienia całe jego życie. Nie wiedzieć czemu, myśli o niej nie dają mu spokoju, każą mu szukać dziewczyny. Jej postać intryguje go. Postanawia więc zrobić wszystko, aby ją odnaleźć, posuwając się do oszustwa, a nawet włamania. Zaczyna zaniedbywać dotąd tak skrupulatnie wykonywaną pracę.
Powieść utrzymana jest w kafkowskim stylu. Świadczy o tym ciągłe poczucie zagrożenia i kontroli ze strony wszystkich ludzi, z którymi styka się pan José; niepewność, z jaką bohater podchodzi do wyznaczonej sobie misji; absurdalne rozmowy prowadzone w większości z samym sobą; żelazne zasady i bezduszność panujące w Archiwum Głównym oraz postać kustosza, uosabiającego bezwzględną władzę nad pracownikami.
Na uwagę zasługuje charakterystyczna dla Saramago interpunkcja i dialogi, które nie są wyszczególnione w tekście, stanowią jakby część akapitu. Łatwo można się przez to zagubić, nie wiedząc, czy zostały one rzeczywiście wypowiedziane, czy powstały jedynie w umyśle głównego bohatera. Do tego pisarz stosuje bardzo rozbudowane zdania. Zabieg ten najpierw trochę mnie zaskoczył, ale szybko przyzwyczaiłam się do takiego zapisu. Książka zawiera też szczegółowe opisy, te jednak nie drażnią, co według mnie jest dużym osiągnięciem autora.
Również wydanie warte jest pochwały – pod ruchomą obwolutą znajdziemy elegancką, czarną, twardą okładkę z wygrawerowanym na złoto tytułem. Wygląda to bardzo ekskluzywnie.
Powieść
Wszystkie imiona obfituje w mnóstwo życiowych prawd, nie do końca wypowiedzianych, ale ukrytych w rozmowach bohaterów i przemyśleniach pana José. Saramago mówi w niej przede wszystkim o wielkiej potrzebie bliskości międzyludzkiej, miłości, o samotności i towarzyszącej jej, odbierającej chęć do działania, monotonii, o szukaniu sensu życia i odnajdywaniu go. Zaznacza również niezwykłość i niepowtarzalność każdej ludzkiej jednostki, każdego szarego człowieka. Utwór nie ma jednak moralizatorskiego wydźwięku. Do wszystkich prawd dochodzimy sami, pod wpływem czytanego tekstu. Szczególnie ciekawe po tym względem są wyimaginowane dyskusje głównego bohatera z sufitem, z którym „rozprawia” leżąc w łóżku.
Dla mnie jest to książka znakomita: świetnie napisana, wciągająca i zmuszająca do własnych przemyśleń, a tego właśnie należy oczekiwać od dobrej lektury. Jeżeli więc lubicie historie, które dają do myślenia, z lekką dozą humoru i trącające nieco groteską, lecz niezupełnie absurdalne, bez wahania sięgnijcie po
Wszystkie imiona. Ja obiema rękami podpisuję się pod opinią o wielkości tego dzieła i zdecydowanie je polecam.
Moja ocena: 10/10
SERIA: Mistrzowie literatury
PRZEKŁAD: Milewska Elżbieta
OPRAWA: płótnpodobna z obwolutą
ISBN: 978-83-7510-426-4
WYDANIE: 3 (2009)
LICZBA STRON: 280
FORMAT: 128 x 197
Książkę do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Rebis
