Nie od dziś wiadomo, że Polacy są mistrzami w mitologizowaniu własnej przeszłości i podnoszeniu scen batalistycznych i martyrologicznych do rangi mdławego i rodzącego kontrowersje patosu. Wymagamy od sąsiadów, aby przyjeli naszą wizję dziejów i przepraszali za czyny przodków. Dlatego też czasem warto poświęcić chwilę uwagi historii innych, chociażby dlatego, aby przekonać się, jak racjonalnie i z dystansem podchodzić do własnej przeszłości. Przykładem powieści historycznej, która broni się przed bezkrytyczną gloryfikacją własnych czynów jest książka
Pieśń łuków. Azincourt Bernarda Cornwella.
Jak podaje wydawca, ksiązka Cornwella jest „opowieścią o jednej z największych bitew średniowiecza”. W stwierdzeniu tym jest tyleż prawdy, co i nieporozumienia. Po pierwsze książka nie opowiada tylko o bitwie. Jest to raczej wycinek wieloletnich zmagań, które w historiografii funkcjonują pod terminem „wojna stuletnia”. Cała akcja zmierza do finalnego i, co tu ukrywać, przewidywalnego rozstrzygnięcia, choć większość książki to opis kampanii króla angielskiego Henryka V we Francji w roku 1415. Każdy, kto choć trochę orientuje się w skądinąd skomplikowanej historii stosunków angielsko – francuskich epoki średniowiecza wie, że zwieńczenie tej kampanii, czyli tytułowa bitwa, była prawdziwym wybawieniem dla Anglików. Kolejne nieporozumienie dotyczy samej bitwy. Wiadomo, że były większe i bardziej doniosłe, jak chociażby nasz rodzimy Grunwald, a jednak… mit Azincourt funkcjonuje zwłaszcza w świadomości Anglików i ma się dobrze. Jak wiadomo, mit jest elementem kultury, a ta nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa, więc popis angielskich łuczników z pewnością pozostanie w świadomości wyspiarzy żywą legendą.
Główny bohater, łucznik i banita Nick Hook, cudem unika śmierci przez powieszenie a potem podczas oblężenia twierdzy Soissons, gdzie służy jako najemnik w wojskach francuskich. Przy okazji udaje mu się uratować młodą i śliczną zakonnicę Melisandę, z którą połączy go wielkie uczucie. Po powrocie do Anglii zaciąga się na służbę w drużynie wielkiego i sławnego rycerza i pod jego sztandarem wyruszy w 1415 r. do Francji na kampanię, której celem była korona francuska dla walecznego Henryka V. To właśnie dzieje Nicka i Melisandy czynią akcję ciekawą. Z uwagą i niepokojem śledzimy ich losy podczas wojny. Do końca obojgu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo bynajmniej nie ze strony głównego wroga czyli Francuzów. Na szczęscie Nick ma potężnych orędowników, świętych Kryspina i Kryspiniana, którzy pomagają mu swoją radą w trudnych chwilach. W pewnym momencie od zdania Nicka zalezy los całej wyprawy.
Większość postaci jest autentyczna. Autor, w zamieszczonej na końcu nocie historycznej wyznaje, że nazwiska łuczników i rycerzy zaczerpnął ze źródeł. Dzięki kompleksowej wiedzy Cornwella tło historyczne jest barwne i oddaje ducha epoki. Dbałość o szczegóły i detale uzbrojenia nie przeszkadzają w czytaniu, a dodatkowo czytelnik ma szansę zaznajomienia się z łuczniczym rzemiosłem. Trzeba wiedzieć, że angielscy łucznicy byli pogardzani przez wrogów i po schwytaniu traktowani ze szczególnym okrucieństwem. Zwyczaj pokazywania środkowego palca tym, których nie lubimy, swoją genezę ma właśnie w czasie wojny stuletniej. Zachowania i mentalność bohaterów zdają się być naturalne i wynikać bezpośrednio z ich wierzeń i świadomości. Współczesny człowiek dość często posądza ludzi tej epoki o zabobon, ciemnotę i fanatyzm. Należy jednak pamiętać, że każde porównanie bywa stronnicze i uwzględnia przeważnie subiektywne kategorie. W prozie Cornwella nie ma miejsca na ocenianie postępowania czy zachowania ludzi średniowiecza i to jest niewątpliwą zaletą książki. Podobnie z samym stylem, który może nie jest kwiecisty, ale wystarczająco plastyczny aby uzmysłowić nam obraz wojny, bitew i pojedynków. Sama finalna bitwa może w końcu znudzić, jednak jest do przebrnięcia. Stwierdzić też muszę, że jest to powieść zdecydowanie męska. Wątek miłosny zredukowano do minimum, chociaż odgrywa on istotną rolę, przynajmniej dla samych bohaterów: Nicka i Melisandy.
Książkę poleciłbym nie tylko miłośnikom militariów i scen batalistycznych. Może dać czytelnikowi sporą dawkę wiedzy o historii średniowiecza, ówczesnych zwyczajów i wierzeń. Mimo sporej objętości książkę czyta się łatwo i przyjemnie. Redakcja również stanęła na wysokości zadania, podobnie jak tłumacz. Jako historyk w pełni doceniam dzieło Cornwella zarówno pod względem warsztatu i rzeczowości, jak też i poziomu prozy. Brak niepotrzebnego patosu działa zdecydowanie na korzyść książki.
Stąd ocena:
8,5/10
Egzemplarz dostarczyło Wydawnictwo Esprit
