Moda na wampiry trwa. I choć jej głównym beneficjentem jest Stephenie Meyer, wydawcy jej książek oraz twórcy ekranizacji, nie brak i innych „śmiałków”, pragnących dorzucić swoje 3 grosze (i pomnożyć je wielokrotnie) do wampiromanii. Czy jednak w naszych sercach, wyobraźni i na półce z książkami znajdzie się jeszcze miejsce dla kolejnych krwiopijców?
Wampiry są piękne, modne i bogate. Nie kryją się po kryptach i cmentarzach, nie ukrywają przed słońcem, nie straszny im drewniany kołek, srebro czy symbol krzyża. Ich domem nowojorska dzielnica Upper East Side (aż chciałoby się rzec: oto połączenie
Zmierzchu i
Plotkary), żywiołem zaś flesze fotografów i drogie kluby. Nikt ani nic nie może im zagrozić - takie przynajmniej żywią przekonanie do czasu, gdy pewna młoda wampirzyca ginie w tajemniczych okolicznościach. Jaką mocą musi dysponować napastnik, który zabił - zdawałoby się - niezniszczalnego wampira? Czy błękitnokrwiści mieszkańcy Manhattanu mogą spać spokojnie?
Jeśli myśleliście, że wampiry błyszczące w słońcu są szczytem awangardy,
Błękitnokrwiści obalą to przeświadczenie. Krwiopijcy De La Cruz nie są wiecznie młodzi, wręcz przeciwnie: starzeją się i umierają, by po jakimś czasie odrodzić się w nowej (choć zdaje się, że identycznej z poprzednią) powłoce. Zew krwi pojawia się u nich w okresie dojrzewania (wiadomo - trudny wiek), podobnie jak wizje poprzednich żyć, wtedy też zostają otoczeni opieką przez wampirzy komitet. A jeśli jeszcze wam mało - autorka utożsamia swoich krwiopijców nie z nieumarłymi, czy przemienionymi ludźmi, a… z upadłymi aniołami.
Jako, że seria jest skierowana do nastolatków, główni bohaterowie (a mamy do czynienia z kilkoma niemal równorzędnymi postaciami) są przedstawicielami młodego pokolenia wampirów. Poznajemy outsiderkę Schuyler, szkolną królową Mimi, jej przystojnego brata-bliźniaka Jacka oraz „dwórkę” Bliss. Postacie te są nakreślone raczej oszczędnie, autorka nie szarżuje z opisami ich poczynań i emocji, wychodzi to jednak
Błękitnokrwistym na dobre.
Wspomniany mord na młodej wampirzycy nie popycha dorosłych wampirów do działania, ciężar poszukiwań zabójcy spada na barki Schuyler oraz Bliss. Choć fabuła opiera się na dość nieporadnie prowadzonym śledztwie, podporządkowana jest głównie jednemu celowi: przedstawieniu czytelnikowi zawiłej i „nowatorskiej” koncepcji wampiryzmu.
Błękitnokrwistych czyta się dobrze. Choć sama wizja pochodzenia wampirów może (niemiło) zaskoczyć, autorka wykłada ją dość zręcznie, nie wzbudza w nas zażenowania. Dużą zaletą jest jej styl pisania - lekki, oszczędny, całkiem zgrabny. To głównie on zachęca do dalszej lektury.
Nie wypowiadam się w kwestii wydania, ponieważ otrzymałam wersje recenzyjną, która zapewne różni się od egzemplarzy, które trafią do księgarń. Zakładam też, że wszystkie błędy wypatrzone przeze mnie w tym tomie, znikną w ostatecznej wersji.
Książka De La Cruz to lekka, typowo rozrywkowa lektura, z nieskomplikowaną fabułą oraz może nieco zbyt oryginalnym światem przedstawionym. Nie jest to literatura wybitna, ani specjalnie odkrywcza, może się jednak podobać, szczególnie młodemu (może 14, 16 letniemu) czytelnikowi, do którego jest skierowana.
Błękitnokrwiści, tom pierwszy
Autor: Melissa De La Cruz
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 10 marzec 2010 r.
ISBN 978-83-60010-95-2
Książkę do recenzji dostarczył Wydawca: Wydawnictwo Jaguar
