Recenzje >> Książki >> Cylinder van Troffa

| | A A


Autor: Nivo
Data dodania: 2011-01-06 12:31:50
Wyświetlenia: 4717

"Cylinder van Troffa", Janusz Andrzej Zajdel - recenzja

„Miasto stało się dla mnie obce, jak obcymi były wszystkie poznane przeze mnie planety - bo człowiek, jak roślina, nie może istnieć po odcięciu od korzeni łączących go z glebą, na której wyrósł."

Fantastyka socjologiczna to jeden z nurtów starej, poczciwej science fiction, który odbiegł od swego matczynego, technologicznego źródła na rzecz różnego rodzaju predykcji dotyczących społeczeństw ludzkich. Mechanizmy rządzące ewolucją grup, modele rozwoju społecznych tendencji, historiozoficzne prawidłowości – oto zwyczajowa gama problematyki, której można się tu spodziewać. Zaryzykuję stwierdzenie, że na polskim poletku najwybitniejszym przedstawicielem tego gatunku jest Janusz Andrzej Zajdel; postać znana w środowisku czytelników fantastyki chociażby z literackiej nagrody noszącej jego imię. Za podparcie dla mojej tezy z całą pewnością może służyć Cylinder van Troffa – powieść Zajdla, która jest przedmiotem tej recenzji.  

Całość realizuje koncept piśmiennictwa pamiętnikarskiego, którego źródło stanowi odnaleziony po wiekach diariusz głównego bohatera – Nieśmiertelnego. Forma ta, znana z użycia w science fiction chociażby z Pamiętnika znalezionego w wannie Stanisława Lema, z powodzeniem nadaje powieści tonu quasi-historycznego. Zapiski stanowią jedyne źródło wiedzy o pewnym burzliwym okresie w dawnych dziejach Ziemi (Który, w odniesieniu do „naszego” rzeczywistego czasu, jest i tak bardzo odległą przyszłością!) – mają więc wyjątkową wartość archeologiczną i poznawczą. Wraz z pewnym młodym naukowcem powieściowej współczesności, zanurzamy się w odmęty zagadkowych wydarzeń naszej planety. Już w tak skrótowo nakreślonych ramach Cylindra… odzwierciedla się zainteresowanie Zajdla problematyką temporalną i wszelkimi jej paradoksami – mamy tu bowiem do czynienia z bohaterem żyjącym w bardzo dalekiej przyszłości, który odnajduje zapiski innego bohatera z nieco bliższej przyszłości (bliższej nam, znaczy: dalszej jemu), który to z kolei wspomina w nich także swoją przeszłość. A to, jako się rzekło, dopiero początek.

Na tych, którzy nie zlękną się narracyjnych komplikacji, czeka pierwsza część powieści, realizująca dość ograny schemat science fiction, znany chociażby z Powrotu z gwiazd Stanisława Lema – wysłani w daleką misję kosmiczną astronauci powracają do macierzystego układu, by odkryć, że po znanej im Ziemi niewiele zostało. Przechwyceni przez urządzenia ludzkiej instalacji księżycowej, szybko odkrywają, że znaleźli się w pułapce, a hermetyczna i totalitarna lunarna kolonia rządzona przez radę mędrców-naukowców to tylko wierzchołek tragedii, jaka stała się udziałem homo sapiens. Dość powiedzieć, iż karą główną dla buntowników wśród mieszkańców osiedla „Luna-1” jest… zsyłka na Ziemię właśnie. Główny bohater, autor dzienników, nazwany później Nieśmiertelnym, postanawia w imieniu swej całej astronautycznej grupy zbiec z księżycowego więzienia, by zbadać, co tak naprawdę zdarzyło się z rodzimą planetą i ludźmi na niej żyjącymi. 

W ten sposób Zajdel wprowadza nas w główną powieściową tkankę. Przygody Nieśmiertelnego w poszukiwaniu odpowiedzi na palące pytania przybierają momentami szat konwencji detektywistycznej, dochodzi bowiem do nich kwestia tajemniczego, tytułowego Cylindra van Troffa, a także… pozostawionej w nim ukochanej bohatera! Autor pamiętników spisuje swoje przeżycia z tych właśnie dwóch płaszczyzn: „śledztwa” osobistego i, nazwijmy je, społecznego. Ich wzajemne przenikanie sprawia, że narracji daleko od suchego sprawozdawstwa; przeciwnie – mnogość intryg zdaje się w naturalny sposób splatać z nową powieściową rzeczywistością, zdaje się jej immanentnym czynnikiem. Do czasu jednak. Zajdel z wielką wprawą prowadzi wszystkie wątki i, gdy przestają mu już służyć do barwnego i szalenie wciągającego opisu nowej Ziemi, znajduje dla nich wiarygodne rozwiązania. Co ciekawe, autor ani myśli popuszczać tutaj klaustrofobicznego i paranoicznego wydźwięku rodem z „Luny-1” – koncepcja struktur urbanistycznych nakładanych jedna na drugą, jak słoje wiekowego drzewa, to jedno tylko z wielu fabularnych rozwiązań, które wpływa na przytłaczający klimat całości. 

Zajdel już na wstępie, kreśląc z wielką wprawą ciężki nastrój kolonii, daje czytelnikowi pośrednio do zrozumienia, jaka jest właściwa problematyka powieści - czy ludzkie zachowanie, uogólnione do kategorii wspólnoty, da się zmatematyzować? Czy kategoria ludzkiego działania jest możliwa do ujęcia w ścisły model? Ten socjologiczny aspekt powieści nie odnosi się jednak wyłącznie do ogólnych rozważań teoretycznych; klasa Zajdla objawia się w tym, że z powodzeniem projektuje on całość swych rozważań przez pryzmat Nieśmiertelnego. I to właśnie on stanowi wspólny mianownik dla obu części („księżycowej” i „ziemskiej”), a także klamrę spinającą całość filozoficznej problematyki Cylindra…; bowiem sportretowany jest on przez swoje działanie właśnie. Może się to wydawać dziwne, ale w tym pamiętniku nie ma zbyt wiele miejsca na intelektualizowane ekskursje, strumieniowe zapisy świadomości czy wewnętrzne moralne dysputy. Nawet znajdując się na skraju emocjonalnej równowagi, bohater nie popada w apatię, nie roztrząsa w nieskończoność targających nim wątpliwości, a postanawia – działać. I to właśnie w działaniu Nieśmiertelnego ukazuje Zajdel mikrokosmos powieściowej filozofii. 

Niejeden mógłby odnieść wrażenie, iż świat Cylindra… nosząc na sobie znamiona upadku, zbliża się niebezpiecznie w stronę kolejnej postapokaliptycznej wizji science fiction. Jeśli tak, byłaby to postapokalipsa w ujęciu wyrywającym się z okowów konwencji – stanowiąc jedynie konsekwencję pewnych naturalnych procesów społecznych. Czy autor trafnie identyfikuje aksjomatykę kategorii ludzkiego działania i społecznych trendów, tutaj można się sprzeczać, lecz z całą pewnością nadaje swoim teoriom żelaznej konsekwencji niemalże fizykalnego prawa. I właśnie to powieściowe dictum, ze swoją ślepą obojętnością rezonuje na cały świat przedstawiony, osadzając go w takich, a nie innych ramach.

Nie zapomina jednak Zajdel schodzić z nimbu tej jakże doniosłej problematyki, co powieści wychodzi tylko na plus. Wspomniane „osobiste” śledztwo Nieśmiertelnego to bardzo sprawnie poprowadzony wątek romansowy, pogłębiony dodatkowo psychologiczną analizą osadzoną, a jakże, w gąszczu temporalnych paradoksów. Lektura tych narracyjnych uzupełnień głównego wątku jest wielce zajmująca, bowiem to one stanowią niezbędną psychologiczną motywację do działania dla bohatera. I one to ujmują sobą to, co chcielibyśmy widzieć jako wieczne, jako trwałe i niezmienne dla człowieka. Czy jednak jest tak w istocie? Na to pytanie każdy musi już znaleźć odpowiedź sam.

„Dał mi nadzieję, która okazała się złudą, a równocześnie… praktycznie pozbawił mnie tego, co każdy człowiek ma w zapasie: możliwość rezygnacji z dalszego istnienia.”
Lubię to
 Lubi to 0 osób
 Kliknij, by dołączyć
Zobacz też
Słowa kluczowe: cylinder, van, troffa, janusz, andrzej, zajdel

Podobne newsy:

» Sapkowski "Gentelmanem"!
25%
» Czy Darwin przewraca się w grobie?
20%
» A. Ziemiański we Wrocławiu
20%
» Nowy Sapkowski już w październiku!
20%
» "Żmija" Sapkowskiego przyspieszona
20%
 
Podobne artykuły:

» Żmija - recenzja
20%
» Rezydent wieży - recenzja
18%
» Jak nie zginie ludzkość - fragment!
15%
» Rzeźnik drzew - recenzja
15%
» Jak nie zginie ludzkość - recenzja!
14%


Dodaj komentarz, użytkowniku niezarejestrowany

Imię:
Mail:

Stolica Polski:



Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.




Artykuły

Literatura
Główne Menu


Polecamy

Patronujemy
Aktywność użytkowników
analsk polubił "Ślimak na zboczu", Arkadij i Borys Strugaccy - recenzja
analsk zarejestrował się! Witamy!
madda99 zarejestrował się! Witamy!
_bosy skomentował Blood 2: The Chosen - recenzja
_vbn skomentował Mapy Starego Świata
wokthu zarejestrował się! Witamy!
_Azazello Jr skomentował Gdzie diabeł nie mówi dobranoc. "Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow - recenzja
Gabbiszon zarejestrował się! Witamy!

Więcej





0.072 sek