Po przeczytaniu noty od wydawcy wydawało mi się, że
Bestiarium, pierwsza powieść poety Tomasza Różyckiego, będzie świetną książka. „Oniryczna, surrealistyczna, zabawna” – głosiła informacja z tyłu okładki. W to mi graj! Uwielbiam takie klimaty.
Niestety miałem doznać gorzkiego rozczarowania.
Oniryzmu i surrealizmu nie można Różyckiemu odmówić. Stworzony przez niego bohater snuje się po sennych krainach, przemierzającego dantejskie piekło w socrealistycznym designie. Problem tkwi tylko w sensowności przyjętej konwencji. Nie da się zaprzeczyć, że groteskowe opisy dziwacznych kamienic są nastrojowe, ale stanowią one tło, na którym nic się nie dzieje. Wspomniane „snucie się” stanowi zasadniczą akcję powieści. Snując się, nasz współczesny Dante rozlicza się z dziejami Narodu.
Nie wiem, co to jest z tymi współczesnymi poetami. Nic tylko „dzieje Narodu”, „dzieje Narodu”. A bo ten PRL to taki zły był, a bo ci politycy to świnie, a bo to kryzys, a bo to polaczkowatość. Kto normalny śni o dziejach Narodu? Urok oniryzmu tkwi w tym, że przywołuje nastrój intymności. Opowiadania Schultza, na przykład, są wspaniałe, bo są niezwykle ciasne, a wepchnięto do nich niezliczoną ilość drobiazgów i dupereli.
Nie mogę też powiedzieć, żeby Różycki powalił mnie poczuciem humoru. Męczyłem się przez kolejne strony, brnąłem z trudem w brudzie i nudzie. Kawalarskie próby autora głównie mnie drażniły, zamiast bawić. Chcemy być patetyczni, ale boimy się, więc popadamy w groteskę. Nie, panowie poeci, tak się nie da. Nie trzeba się bać rzeczy wielkich i podniosłych, za to trzeba mieć kunszt, żeby o nich pisać.
Niestety kunszt w tym przypadku zawiódł. Poetyzowana proza Różyckiego jest bezsensowna, przegadana. Nie żebym był przeciwnikiem gadania, słowotok jest znakomitym narzędziem literackiej opresji. Ale to trzeba umieć, są momenty dobre do gadania i są momenty złe. Pan autor niestety rzadko radzi sobie z rozróżnieniem, które są które.
Jeśli popatrzycie na początki czterech ostatnich akapitów mojej recenzji, to zobaczycie, że zawsze pojawia się tam słowo „nie”. Zdecydowanie jestem na „nie”, jeśli chodzi o
Bestiarium. Nie kupujcie, nie czytajcie, nie żałujcie.
Oprawa: miękka
Wydanie: pierwsze
ISBN: 978-83-240-1891-8
Opracowanie graficzne: Olgierd Chmielewski
Rok wydania: 2012
Format: 124x190
Ilość stron: 198
Wydawnictwo: Znak
Książkę do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Znak
