Jonathana Carrolla znają chyba wszyscy pasjonaci realizmu magicznego: ten nietuzinkowy pisarz od lat czaruje nas swymi powieściami, tworząc rozbudowane i magiczne światy, w których nic nie jest takie, na jakie wygląda. Zazwyczaj kojarzymy Carrolla z jego pełnowymiarowymi powieściami, ma on jednak na koncie sporo opowiadań, do tej pory niczym nieustępujących dłuższym formom. W tym roku wydawnictwo Rebis wydało
Kobietę, która wyszła za chmurę, najnowszy zbiór mniej lub bardziej magicznych historii zamkniętych w wręcz minimalistycznych opowiadaniach. Nie każdemu taka forma Jonathanowego pisarstwa będzie odpowiadała, nie sposób jednak odmówić jej pewnych walorów.
Jak to bywa w przeróżnych antologiach, tak i tutaj uświadczymy dzieła mniej lub bardziej ciekawe, jednak w przypadku Carrolla rzecz ma się nieco inaczej niż w klasycznych zbiorach opowiadań. Zazwyczaj, recenzując takie twory piszemy o przypowieściach lepszych lub gorszych warsztatowo, czasem opowiadanie wydaje się być jedynie rozdziałem wyrwanym z książki, bez konkretnego początku czy końca. Czasem autor siląc się na oryginalność lub poczucie humoru tworzy coś potwornego, co na szczęście ulatuje z naszej pamięci tuż po przeczytaniu. U Jonathana Carrolla takich tworów nie uświadczymy, a przyjemność z lektury zależna będzie bardziej od osobistych preferencji, pragnień i obaw. Mówiąc krótko: przy czytaniu Carrolla nie każdy zrozumie sens niektórych historii, gdyż do tego potrzebne jest pewne zaplecze emocjonalne i zgranie się z zamysłem autora.
Dodatkowo dzieła Jonathana nigdy nie są prostymi bajeczkami, traktującymi pozornie tylko o jednym aspekcie ludzkiego życia. Za każdym razem, gdy dajemy się porwać opowieści tego amerykańskiego autora jesteśmy w stanie z niemal całkowitą pewnością wskazać drugie dno, wątek o wiele ważniejszy niż ten tytułowy, a podświadomie wyczuwamy dno trzecie czy nawet czwarte. To trochę jak z nutami zapachowymi, z których składają się prawdziwe perfumy: wpierw czujemy nutę wysoką, trafiającą do naszych zmysłów na samym początku. Po jakimś czasie, gdy nuta zmysłu się ulotni, możemy poczuć nutę bazową, opierającą się na sprawdzonych składnikach i pozostającą na skórze nawet do kilku dni po użyciu perfum. To wszystko jednak nic by nie znaczyło, gdyby nie nuta średnia, nuta serca, łącząca pozostałe dwie i nadająca im sens bytu. Jak to się ma do Carrolla? Na początku musielibyśmy określić trzy czynniki świadczące o genialności i ponadczasowości jego opowiadań. Dla mnie tymi trzema wierzchołkami są: baśnie, człowieczeństwo i marzenia. Te elementy nieustannie przewija się w
Kobiecie, która wyszła za chmurę, i w zależności od naszego nastroju czy wiedzy, jaką posiadamy, każdy z nich wysuwa się na któryś z planów. Taka zabawa z czytelnikiem, swoisty egzamin z wrażliwości, stał się już dawno znakiem firmowym Carrolla, i jedynym wątpliwym pozostaje fakt, czy ten egzamin jesteśmy w stanie zdać?
Przed zapoznaniem się z zbiorem
Kobieta, która wyszła za chmurę byłam przekonana, że nie ma takiego opowiadania napisanego przez Jonathana, którego bym nie zaliczyła w Carrollowym egzaminie. Moja wiara w własną wrażliwość została mocno zachwiana, gdyż, w odróżnieniu od wcześniejszych dzieł, tym razem historiom nie udało się porwać mnie w wir obecnej w nich nadprzyrodzoności. Jak lubię krótkie formy literackie, jak bywają one świetnym oderwaniem od przydługich powieści czy cykli wydawniczych, tak tym razem odczuwany niedosyt nie należał do gatunku tych przyjemnych, zachęcających do oczekiwania na kontynuację.
Kobieta… kojarzy mi się bardziej z zeszytem szkiców, planów opowieści (w formie krótkiej lub długiej) z charakterystycznym rysem realizmu magicznego, ale niedopracowanym pod względem treści.
Oczywiście, nie można oczekiwać, że jakikolwiek pisarz zawsze będzie tworzył dzieła w jednym, określonym tonie. W końcu, tak samo jak my — czytelnicy, tak i on cały czas się rozwija, zmienia i przewartościowuje. I, jak wiadomo, tempo zmian każdego z nas jest inne, obejmuje inne sfery duchowe, dlatego też nie zawsze jesteśmy w stanie wstrzelić się w świat powieści, nawet, gdy jest to powieść naszego ulubionego autora. I być może tak właśnie jest z Carrollem: pisząc przez ponad trzydzieści lat musiał on ewoluować zarówno pod kątem warsztatu jak i formy swoich wypowiedzi, a dla czytelnika zapoznającego się z całym jego dorobkiem na przestrzeni powiedzmy 5 lat różnice mogą wydawać się zbyt duże do bezkrytycznego przyswojenia. To trochę tak, jakby przygotowywać się do matury z materiałów gimnazjalisty: jakkolwiek bystrzy byśmy nie byli, to i tak ciężko spodziewać się „szóstki” na świadectwie. Co zatem pozostaje szaremu czytelnikowi, i czy
Kobieta, która wyszła za chmurę jest w stanie nas zachwycić? Czytelnika zachęcam do czytania, do chronologicznego zapoznawania się z twórczością Carrolla, do delektowania się magią światów i wysilania szarych komórek w celu odnalezienia poszczególnych zapachów powieści. A
Kobieta… może nie zachwyci nas tak, jak inne opowiadania Jonathana, ale na pewno będzie stanowiła świetny materiał podczas oczekiwania na pełnowymiarową powieść tego specyficznego pisarza.
wydawnictwo: Rebis, Dom Wydawniczy Sp. z o.o.
seria: Salamandra
gatunek: Powieści i opowiadania
ISBN: 978-83-7510-861-3
data wydania: 07-05-2012
wymiary: 125x195 mm
oprawa: Twarda
liczba stron: 184
Książkę do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Rebis
