Książki >> Fragmenty >> Nowe imperium. Szmaragdowy sztorm

| | A A


Autor: Michael J. Sullivan
Data dodania: 2012-10-06 14:19:30
Wyświetlenia: 2115

"Nowe imperium. Szmaragdowy sztorm", Michael J. Sullivan - fragment

Rozdział 4
Natura racji

W gospodzie Róża i Cierń było prawie pusto. Wielu jej klientów opuściło Medford w obawie przed rychłym najazdem. Pozostały jedynie osoby na umowie terminatorskiej lub takie, które były zbyt biedne, słabe albo niezłomne, by wyjechać. Royce znalazł wspólnika w Sali Rombowej. Hadrian siedział sam, z nogami wspartymi na pustym krześle. Oprócz jednego pełnego kufla piwa Royce dostrzegł przed nim jeszcze dwa puste. Jeden z nich leżał na boku, a Hadrian wpatrywał się w niego z melancholijnym wyrazem twarzy.

– Czemu nie przyszedłeś do zamku? – spytał Royce.
– Wiedziałem, że dasz sobie radę – odparł wspólnik, wciąż gapiąc się z lekko przechyloną głową na kufel.
– Chyba będziemy musieli przełożyć naszą przerwę na późniejszy termin – powiedział Royce, przysuwając sobie krzesło i siadając. – Alric ma dla nas kolejne zadanie. Chce, żebyśmy nawiązali kontakt z Gauntem i nacjonalistami. Nadal dopracowują szczegóły. Księżniczka przyśle tu posłańca.
– Jej Wysokość wróciła?
– Dziś rano.

Royce wyjął spod kamizelki sakiewkę i położył ją przed Hadrianem.

– Twoja dola. Zamówiłeś już obiad?
– Nie jadę – oświadczył Hadrian, kulając kciukiem przewrócony kufel.
– Nie jedziesz?
– Nie mogę tego dłużej robić.

Royce przewrócił oczami.

– Nie zaczynaj znowu. Jeżeli nie zauważyłeś, to wyjaśniam ci, że toczy się wojna. To najlepszy czas dla takich jak my. Wszyscy potrzebują informacji. Wiesz, ile pieniędzy…

– Dość, Royce. Toczy się wojna, a ja co robię? Zamiast walczyć, ciągnę z niej zyski. – Hadrian wziął łyk piwa i odstawił kufel na stolik tak gwałtownie, że zabrzęczały pozostałe naczynia. – Mam już dość zarabiania niegodziwymi uczynkami. To nie leży w mojej naturze.

Royce się rozejrzał. Trzej mężczyźni zerknęli na nich przelotnie, po czym wrócili do posiłku.

– Nie wszystko robiliśmy dla pieniędzy – zauważył. – Przypomnij sobie zlecenie Thrace. Hadrian uśmiechnął się gorzko.
– I jak to się skończyło? Wynajęła nas, żebyśmy uratowali jej ojca. Widziałeś go ostatnio?
– Mieliśmy zdobyć miecz do uśmiercenia potwora. Dostała go. Bestia została zabita. Wykonaliśmy zadanie.
– Jej ojciec nie żyje.
– A Thrace, która była biedną wieśniaczką, została imperatorką. Gdyby tylko wszystkie nasze zlecenia kończyły się równie pomyślnie dla naszych klientów...
– Tak uważasz, Royce? Naprawdę myślisz, że Thrace jest szczęśliwa? Ja sądzę, że wolałaby ojca od imperialnego tronu, ale to tylko moje zdanie.

Hadrian wziął kolejny łyk i wytarł usta rękawem.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu. Royce obserwował przyjaciela patrzącego niewidzącym wzrokiem w dal.

– A więc chciałbyś walczyć w tej wojnie?
– To by było lepsze od trzymania się z boku jak pijawka, która wysysa krew z rannego.
– No to powiedz mi, dla kogo będziesz walczył.
– Alric to dobry król.
– Alric? To chłopiec, który wciąż walczy z duchem swojego ojca. Po klęsce nad Galewyrem jego szlachcice liczą się z Pickeringiem, a nie z nim. Hrabia zażegnuje awantury wynikające z błędów Alrica, na przykład rozruchy w Medfordzie. Ile jeszcze potrwa, nim stwierdzi, że ma już dość nieudolności Alrica, i zdecyduje, że Mauvin bardziej się nadaje na tron?
– Pickering nie zwróciłby się nigdy przeciw Alricowi – powiedział Hadrian.
– Wielokrotnie widziałeś podobne sytuacje.

Hadrian milczał.

– Do diabła, zapomnijmy o Pickeringu i Alricu. Melengar już jest w stanie wojny z imperium. Zapomniałeś, kto jest imperatorką? Gdybyś walczył po stronie Alrica i król by zwyciężył, jak byś się czuł w dniu, w którym by wieszano biedną Thrace na placu Królewskim w Aqueście? To by zaspokoiło twoją potrzebę walki o szlachetną sprawę?

Hadrian przybrał srogą minę i zacisnął mocno szczęki.

– Nie ma szlachetnych spraw. Nie ma dobra ani zła. Złymi nazywamy jedynie tych, którzy występują przeciwko nam.

Royce wyjął sztylet i wbił go w stół.

– Spójrz na ostrze. Jest jasne czy ciemne?

Hadrian zwęził podejrzliwie oczy. Klinga Alverstone’a błyszczała oślepiająco w świetle świec.

– Jasne.

Royce skinął głową.

– A teraz spójrz na nie z mojej perspektywy.

Hadrian przesunął głowę. W cieniu klinga była czarna jak sadza z komina.

– To ten sam sztylet – wyjaśnił Royce – ale z twojego miejsca wygląda na jasny, natomiast z mojego na czarny. Kto zatem ma rację?
– Żaden z nas – odparł Hadrian.
– Nie – zaprzeczył Royce. – Ludzie zawsze popełniają ten błąd, ponieważ nie potrafią pojąć prawdy.
– To znaczy?
– Obaj mamy rację. Jedna prawda nie wyklucza drugiej. Prawda nie leży w przedmiocie, lecz w sposobie jego postrzegania.

Hadrian jeszcze raz spojrzał na sztylet, a następnie na Royce’a.

– Czasami jesteś genialny, Royce, a innym razem nie mam zielonego pojęcia, o czym bredzisz.

Na twarzy Royce’a pojawił się wyraz frustracji, gdy wyjął sztylet ze stołu i usiadł.

– W ciągu naszej dwunastoletniej znajomości nie prosiłem cię ani razu o nic, czego bym sam nie zrobił lub nie zrobiłem z tobą. Nigdy cię nie okłamałem ani nie zawiodłem. Nigdy nie opuściłem ani nie zdradziłem. Wymień choćby jednego szlachcica, o którym wedle swoich najostrożniejszych przewidywań mógłbyś powiedzieć to samo za dwanaście lat.
– Można jeszcze jedną kolejkę?! – zawołał Hadrian.

Royce westchnął.

– A więc będziesz tu siedział i pił?
– To mój obecny plan. Układam go na bieżąco.

Royce popatrzył na przyjaciela przez dłuższą chwilę, po czym w końcu wstał.

– Idę do Gwen.
– Słuchaj. – Hadrian go zatrzymał. – Przykro mi. Nie umiem tego wyjaśnić. Nie potrafię wyrazić swoich uczuć za pomocą przenośni ze sztyletami. Wiem tylko, że nie mogę już dłużej robić tego, co dotychczas. Próbowałem znaleźć w tym sens. Usiłowałem udawać, że osiągnęliśmy większe dobro, ale w końcu muszę być wobec siebie szczery. Nie jestem złodziejem i nie jestem szpiegiem. Wiem to. Chciałbym tylko wiedzieć, kim jestem. To prawdopodobnie nie ma dla ciebie sensu, prawda?

– Zrób chociaż coś dla mnie. – Royce celowo zignorował pytanie, dostrzegając srebrny łańcuszek na szyi Hadriana. – Skoro i tak tu zostaniesz, patrz, czy nie zjawi się posłaniec z zamku, kiedy będę u Gwen. Wrócę mniej więcej za godzinę.

Hadrian skinął głową.

– Pozdrów ode mnie Gwen.
– Pewnie – odparł Royce, ruszając do drzwi. Znów miał nieprzyjemne wrażenie, jakby przygniatał go wielki ciężar. Przystanął i spojrzał przez ramię. Jeśli mu powiem, to nic nie da, tylko pogorszy sprawę, pomyślał.
Lubię to
 Lubi to 0 osób
 Kliknij, by dołączyć


Dodaj komentarz, użytkowniku niezarejestrowany

Imię:
Mail:

Stolica Polski:



Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.




Artykuły

Literatura
Główne Menu


Polecamy

Patronujemy
Aktywność użytkowników
madda99 zarejestrował się! Witamy!
_bosy skomentował Blood 2: The Chosen - recenzja
_vbn skomentował Mapy Starego Świata
wokthu zarejestrował się! Witamy!
_Azazello Jr skomentował Gdzie diabeł nie mówi dobranoc. "Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow - recenzja
Gabbiszon zarejestrował się! Witamy!
Liskowic zarejestrował się! Witamy!
_Kamila skomentował "Brudnopis", Siergiej Łukjanienko - recenzja

Więcej





0.066 sek