Recenzje >> Książki >> Przypadek Morrowa

| | A A


Autor: Nivo
Data dodania: 2012-11-29 16:34:15
Wyświetlenia: 2456

"Przypadek Morrowa", Tomasz Jacek Graczykowski - recenzja

Literacki debiut to, w szczególności dla autora, sprawa niezwykłej wagi z co najmniej kilku powodów. Najbardziej oczywisty to sam fakt publikacji – ujrzenie własnej twórczości w jej jak najbardziej namacalnym wydaniu to przeżycie, któremu niewiele może się równać. Nie wydaje się on jednak najważniejszy; istotniejsze jest to, że debiut już na zawsze będzie znaczył literacką ścieżkę artysty do końca jego kariery, bezpośrednio lub pośrednio, mając na nią wpływ. Tego typu myśli kołatały mi się po głowie, gdy po zakończonej lekturze Przypadku Morrowa debiutującego powieściowo Tomasza Graczykowskiego, próbowałem uporządkować swe mocno ambiwalentne odczucia.

Thomas Morrow, nałogowy palacz (bohater odpala papierosa co dwie strony), student i fan muzyki metalowej, staje nagle w centrum dziwnych i niezrozumiałych wydarzeń, które nigdy przedtem nie miały miejsca w jego rodzinnym, cichym miasteczku. Pewnego wieczoru odnajduje on na trawniku zmasakrowane ciało dziewczyny, które szybko… znika. Wydarzenie to staje się zwiastunem nadchodzącej okrutnej i psychopatycznej gry anonimowego szaleńca, który z jakichś względów upatrzył sobie właśnie Morrowa za swoją ofiarę. Nękając go dziwnymi wiadomościami, uprowadzając jego najbliższych, a także wplątując go w działania wbrew prawu, staje się prawdziwą zmorą młodego mężczyzny, który z każdym dniem czuje się coraz bardziej osaczony i bezradny, lecz nie do tego stopnia, by zaniechać jakiegokolwiek działania. Thomas prowadzi własne śledztwo, zbiera wskazówki i przystępuje do gry z psychopatą i to właśnie historia jego zmagań jest treścią powieści.

Trzeba przyznać, że brzmi to bardzo atrakcyjnie – mieszanina małego-miasteczka-typu-Maine jak u Kinga, podlana nieco paranoidalnym Koontzem i nutką kryminalno-detektywistyczną Chandlera. Biada jednak temu, kto nastawi się na właściwy przywołanym autorom poziom warsztatowej egzekucji tego pomysłu – z takim nastawieniem Przypadek Morrowa wywala się na całej linii. Bohaterowie, pomimo usilnych, niejako wymuszonych przez intrygę, starań, są do bólu jednowymiarowi; nie dość, że są ucieleśnieniem kulturowych stereotypów, to na każdym kroku deklamują (to jedyne właściwe słowo, by to opisać) swoje do bólu oczywiste dialogi. Niestety, nawet gdy w końcu milkną, sytuacji nijak nie ratują opisy, które są minimalistyczne, by nie powiedzieć wprost - ubogie. Dodatkowo logika, którą się kierują woła o pomstę do nieba, a wewnętrzne dylematy, które miały zobrazować postępujące psychologiczne zaszczucie i terror okazują się mdłe i absolutnie nieprzekonujące. Wszystko to sprawia, że nawet tanie deus ex machina z „nieoczekiwanego” zakończenia nie budzi żadnych emocji, choć, da się to wyczuć, aspiracje autora były duże. Aby jednak pobudzić w czytelniku pytania na temat dwuznaczności świata i tego, co jawi się nam na powierzchni zdarzeń jako prawdziwe, trzeba go najpierw weń wciągnąć, sprawić, by wręcz zachłysnął się autorską kreacją. Przypadek Morrowa nie daje na to szans.

Jeśli jednak przyjąć perspektywę, która wydaje mi się jednocześnie o wiele bardziej właściwa, to Przypadek Morrowa wcale nie oblewa egzaminu. Gdyby bowiem spojrzeć na powieść jak na twór z gatunku popularnych w USA w latach 50 i 60 pulp-stories, z jej rozdziałami jako kolejnymi odcinkami publikowanymi na łamach jakiegoś taniego czasopisma, zyskuje ona innego powabu. Specyfika tego gatunku pasowałaby jak ulał do jakości tekstu i bynajmniej nie stanowiłoby to zarzutu, wręcz przeciwnie. W takiej konwencji Przypadek Morrowa stanowiłby naprawdę solidną pozycję - jest niewymagająca, a akcja sama gna do przodu. Z takim nastawieniem czytelnik na pewno się nie zawiedzie i takowe osobiście rekomenduję, choć, jak się domyślam, stoi ono w sprzeczności z aspiracjami autora.

Jaki zatem werdykt? Jeśli ujmiemy Przypadek Morrowa w kategoriach pulp, mamy solidną pozycję, którą czyta się szybko i bez problemów. Jakakolwiek inna perspektywa to skazanie powieści na potępienie, moim zdaniem nie do końca zasłużone. W końcu każdy od czegoś zaczyna, prawda?

Wydawca: Novae Res, 2012
Format: 121x191mm, oprawa miękka
Wydanie: Pierwsze
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-7722-387-1
Lubię to
 Lubi to 0 osób
 Kliknij, by dołączyć
Zobacz też
Słowa kluczowe: przypadek, morrowa, tomasz, jacek, graczykowski, novae, res

Podobne newsy:

» Przypadek Morrowa
92%
» Szaleństwo przychodzi nocą...
27%
» "Szaleństwo przychodzi nocą"... ponownie!
27%
» "Szaleństwo przychodzi nocą" - trailer
27%
» Szaleństwo przychodzi nocą - fragment
27%
 
Podobne artykuły:

» Szaleństwo przychodzi nocą - recenzja #2
27%
» Szaleństwo przychodzi nocą - recenzja
27%
» Bestiarium - recenzja
18%
» Czarna Bandera - recenzja!
17%
» Heroina - recenzja
17%

Mamy 2 zapisanych komentarzy

ktosik
2012-11-29 22:49:53
| Odpowiedz
oho, kolejna pozycja do przeczytania. Autorowi książki gratuluję debiutu, oby to był początek!


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.
    tg
    2012-11-30 08:16:14
    | Odpowiedz
    Dzięki. To jest początek, a jak będzie dalej, to się zobaczy...


    Twój komentarz został dodany!

    Kliknij, aby odświeżyć stronę.


Dodaj komentarz, użytkowniku niezarejestrowany

Imię:
Mail:

Stolica Polski:



Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.




Artykuły

Literatura
Główne Menu


Polecamy

Patronujemy
Aktywność użytkowników
_Azazello Jr skomentował Gdzie diabeł nie mówi dobranoc. "Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow - recenzja
Gabbiszon zarejestrował się! Witamy!
Liskowic zarejestrował się! Witamy!
_Kamila skomentował "Brudnopis", Siergiej Łukjanienko - recenzja
alobanova98 polubił Sniper Elite - recenzja
alobanova98 zarejestrował się! Witamy!
_Adam skomentował "Trylogia kosmiczna", Clive Staples Lewis - recenzja
timmi zarejestrował się! Witamy!

Więcej





0.171 sek